Tadeusz Krupa twierdzi, że ma system. Ale powtarzające się wygrane wzbudziły poważne podejrzenia organizatora loterii Cash Five w stanie Kolorado. Postanowiono zbadać sprawę i sprawdzić, czy gracz z Polski w uczciwy sposób zdobył co najmniej 158 tys. dolarów w tak krótkim czasie. Organizator loterii, Colorado Lottery, przeprowadził dochodzenie po skargach innych graczy, którzy zwrócili uwagę na liczne wygrane osób noszących nazwisko Krupa. Od grudnia 2007 roku aż 21 razy Tadeusz Krupa lub ktoś z jego rodziny zgarniał pieniądze w losowaniach loterii Cash Five. Siedmiokrotnie udało im się trafić główną wygraną, czyli 20 tys. dolarów. Nie wiadomo, ile dokładnie wygrała rodzina Krupów, ponieważ wygrane mniejsze niż 1000 dolarów nie są rejestrowane. Przedstawiciele Colorado Lottery rozmawiali z rodziną zwycięzcy oraz z pracownikami kolektur, gdzie zostały kupione szczęśliwe losy. Jednak nie dopatrzyli się żadnego naruszenia przepisów. - To był po prostu niezwykły przypadek - uważa Tom Kitts z Colorado Lottery. - Moim zdaniem ten pan i jego rodzina najprawdopodobniej dużo grają. I mają niesamowite szczęście - tłumaczy. Krupa twierdzi jednak, że ''ma system''. - Jest tutaj - mówi, pukając się w czoło. Opowiada, że numerów szuka w internecie, a potem wypełnia tysiące kuponów. Jego słowa potwierdzają pracownicy kolektur. Bywają tygodnie, że Krupa kupuje od nich losy o wartości tysięcy dolarów. Mężczyzna utrzymuje, że wygrał więcej niż wydał na kupony. Nie można tego jednak udowodnić. Stosuje wiele kombinacji liczbowych jednocześnie, ale ma swój zestaw ''szczęśliwych numerów'': 8, 12, 16, 22, 27.
vseo.plJapońscy konstruktorzy zaprezentowali samochód na wodę. twierdzą, że auto jest mało kłopotliwe i nie emituje ani trujących pyłów, ani dwutlenku węgla. Samochód jest mały, niewiele większy od Fiata 126p. Energii dostarcza wewnętrzny generator, który potrzebuje wyłącznie wody. Urządzenie rozkłada ją na wodór i tlen i to właśnie wodór staje się paliwem - mówi szef zespołu konstruktorów z firmy Genepax, Kiyoshi Hirasawa. Najważniejsze w naszym samochodzie jest to, że nie wymaga on zewnętrznego źródła zasilania - dodaje Hirasawa. Zdaniem producenta może być to woda mineralna, z kranu, albo nawet deszczówka. Litr wody wystarczy, by samochód jeździł przez 60 minut z prędkością 80 kilometrów na godzinę. Konstruktorzy nie mówią jednak na czym polega fenomen taniego rozkładu wody bez dostarczania energii z zewnątrz. Szczegóły techniczne i faktyczny koszt utrzymania samochodu pozostają więc na razie tajemnicą.
Stoil Panajotow już trzy razy zawierał związek małżeński. W żadnym nie czuł się szczęśliwy. Postanowił spróbować ostatni raz... z kozą. 54-letni bułgarski rolnik oddał swoją żonę, a w zamian dostał kozę. Za zgodą kobiety. Do zawarcia dziwnej transakcji doszło marcu w czasie targu zwierząt w mieście Płowdiw w środkowej Bułgarii. - Dzień wcześniej przyjaciel powiedział mi, że nigdy nie miał szczęścia z kobietami, a bardzo lubi moją żonę - powiedział rolnik. Na oczach zdumionego tłumu mężczyźni dokonali zamiany. - Koza rodziła już trzy razy, a moja żona nigdy - Panajotow wyjaśnia przyczyny zawarcia transakcji. - Więcej zatem zyskał właściciel kozy: ja dostałem używaną kozę, a on całkiem nową żonę - dodaje bez ogródek.
Pierwszą na świecie maszynę sprzedającą świeżą pizzę skonstruował włoski przedsiębiorca Claudio Torghele. Urządzenie nazwał "Let's pizza". Na wiadomość o tym stowarzyszenie włoskich piekarzy pizzy zapewniło, że nie jest zaniepokojone, bo jak stwierdziło: "to, co wychodzi z automatu, nie ma nic wspólnego z włoską pizzą". - Taka maszyna nadaje się do sieci fast-food albo na rynek zagraniczny, w Stanach Zjednoczonych, Chinach i Indiach, ale ktoś, kto chce zjeść prawdziwą pizzę musi iść do tradycyjnej pizzerii - oświadczyli piekarze słynnego przysmaku. Zapewnili: "nie boimy się konkurencji ze strony żadnej maszyny". Maszyna zadebiutuje we Włoszech i w krajach sąsiednich latem. Według zapowiedzi robi całą pizzę w trzy minuty, w ciągu których ma miejsce cały proces jej wytworzenia, począwszy od wyrobienia ciasta. Wszystko odbywa się na oczach klienta. Pizza z takiej maszyny ma kosztować 3,5 euro, a więc około 2 euro mniej niż w pizzerii.
Rosnącą popularność wieczorowych kursów nauki polskiego na brytyjskich uczelniach tłumaczy to, iż zapisują się na nie głównie mężczyźni, którzy mają polskie narzeczone - donosi "Daily Mail". Zjawisko takie zaobserwowano na uniwersytecie w Cardiff (Walia), gdzie prowadzone od dwóch lat lekcje polskiego dla początkujących miały w poprzednim roku akademickim tak duże wzięcie, że w obecnym zwiększono liczbę klas. - Nauka polskiego ze względu na trudną gramatykę jest prawdziwym wyzwaniem, dlatego wymaga dużego samozaparcia - cytuje pismo Helgę Eckart, która na uniwersytecie w Cardiff koordynuje program nauki języków. - Nauczyciel polskiego powiedział mi, że wielu uczestników kursu ma narzeczone - Polki, co daje im możliwość dodatkowej konwersacji - dodała Eckart.