Blisko 10 tysięcy ludzi utworzyło żywy łańcuch w Alba Iulia w Siedmiogrodzie w Rumunii. W ten sposób ustanowiono nowy światowy rekord długości ludzkiego łańcucha - podały rumuńskie media. Miejscowi i turyści, w tym również prezydent kraju Traian Basescu, utworzyli długi na 4 km łańcuch koło zamku, w którym 1 grudnia 1918 roku uchwalono przyłączenie Siedmiogrodu do królestwa Rumunii. Ustanowienie rekordu potwierdził przedstawiciel Księgi Guinnessa, który na rowerze objechał ludzki łańcuch, weryfikując listę 9785 uczestników. Poprzedni rekord należał do Meksyku, gdzie w 2005 roku łańcuch utworzyło ponad 6 tys. ludzi.
vseo.plJuż przed końcem przyszłego roku będziemy mogli kupić latające samochody - zapewnia firma Terrafugia. Samochód o nazwie "Transition" (przemiana) ma swoich właścicieli odwozić na lotnisko, z którego odlecą bez konieczności przesiadania się. Latający pojazd jest reklamowany jako tańsze i wygodniejsze rozwiązanie niż konwencjonalny samolot. Na lotnisku nie trzeba będzie się przesiadać. Nie będzie też potrzebny hangar, gdyż "przemianę" można po prostu zostawić w garażu. Samochody mają być wyposażone w rozkładane skrzydła. Firma zapewnia, że ich rozwinięcie potrwa nie dłużej niż minutę. Samochód-samolot ma kosztować ok. 194 tysiące dolarów i latać poniżej pułapu 3 tys. metrów. Terrafugia twierdzi, że ma już na swój wynalazek 70 zamówień wraz z przedpłatami. Autem nie będą mogły jednak latać osoby nie posiadające licencji pilota.
Serwisy społecznościowe to na świecie chleb powszedni już od dobrych kilku lat, a w Polsce w zasadzie dopiero od premiery pewnego znanego serwisu do odnajdywania szkolnych znajomych. I tu i tu popularność zrzeszania się w grupy, wzajemnego dodawania do znajomych, polecania swoich profili i wysyłania wirtualnych różyczek rosła w tempie geometrycznym razem ze stałym poszerzaniem przedziału wiekowego użytkowników. Nie mieć konta w żadnym serwisie społecznościowym to już prawie grzech, a serwisy takie jak ten wspomniany wyżej sprzyjają, by konto posiadały już kilkulatki. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wiele firm z branży zgoła odmiennej od IT korzysta z serwisów społecznościowych, by dotrzeć do swoich klientów. Promocje, konkursy, akcje specjalne – to wszystko jest na porządku dziennym. Ciekawie na tym tle prezentuje się jednak najnowsza oferta Burger Kinga, znanej amerykańskiej firmy specjalizującej się w serwowaniu niemal narodowej potrawy USA, czyli hamburgerów. Firma oferuje darmowy kupon na burgera Whooper w zamian za... usunięcie dziesięciu znajomych z profilu Facebook. Oto nadchodzi chwila prawdy dla internetowych znajomości – głosi hasło „promocji”. Co najśmieszniejsze, „poświęceni” dla darmowego posiłku znajomi pojawiają się na liście aktywności w serwisie – Ania poświęciła Johna dla darmowego Whoopera i tak dalej... Niestety kasując wszystkich znajomych z listy nie można przeżyć całego tygodnia nie wychodząc z restauracji Burger Kinga – promocja ograniczona jest do jednego kuponu na konto.
Rosyjski prezydent Władimir Putin zapytany jak radzi sobie gdy jest mu smutno wyjawił, że szuka wtedy rady u swojego psa, labradora Koni - informuje "The Daily Telegraph". "Próbuję poradzić się wtedy mojej Koni, a ona daje mi dobre rady" - powiedział Putin na corocznej konferencji prasowej. Ostatnimi czasy Koni nabrała specjalnego znaczenia nie tylko w życiu Władimira Putina, ale także stała się "bronią polityczną".
Tego skomplikowanego wyczynu dokonał pewien Australijczyk... Werner Reinhold kupił bilet na loterię w kiosku z gazetami w Sydney. Pierwszy kupon został źle wydrukowany, więc Reinhold poprosił o kolejny - tym razem poprawny. Mężczyzna wrócił do domu, włączył telewizor i odkrył, że wygrał równowartość 1,8 miliona dolarów. Niestety, w kolekturze usłyszał, że jego bilet jest nieważny i żadnych pieniędzy nie dostanie. - Okazało się, że unieważnili prawidłowy kupon, a nie ten, który został źle wydrukowany - wyjaśnia 73-letni dziś Reinhold. Mężczyzna pozwał organizatora loterii i właściciela kolektury. Kilka dni temu sąd przyznał mu rację i dokładnie 1,8 mln dolarów odszkodowania. Co ciekawe, Werner kupił szczęśliwy los w 1995 roku. Widocznie sądy w Australii pracują podobnie jak w Polsce.